niedziela, 14 września 2014

18. Moje życie przestało istnieć bo ty postanowiłeś sobie umrzeć!



Zayn.

- Nathan to umarłeś … Umarłeś… - Usłyszałem cichy głos blondynki. Szybo do niej podbiegłem i pomogłem jej usiąść na kanapie gdyż nagle zrobiła się strasznie blada. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić więc jak idiota zacząłem chodzić po pokoju. Nathan nic się nie odzywał jedynie siedział na parapecie i wpatrywał się w to we mnie to w Vanessę. Czułem się dziwnie w takiej ciszy.
- To jest chyba jakiś pieprzony żart. – Uniosłem ręce do góry i pociągnąłem za końcówki swoich włosów.  Jestem w jednym pomieszczeniu z moim nieżyjącym przyjacielem. Vanessa siedzi na kanapie z kolanami przyciągniętymi do swoje klatki i głośno oddycha. Jakoś dalej do mnie nie dociera, że to prawda. Usiadłem sobie obok Vanessy i położyłem dłoń na jej plecach. Chciałem ją jakoś wesprzeć i pokazać , że jestem przy niej.
- Przepraszam … - Nagle Nathan odezwał się i odepchnął od parapetu. Kiedy zaczął kierować się w naszą stronę, Vanessa wzdrygnęła się i jeszcze bardziej przysunęłam do mojej osoby.
- Przepraszasz? – Dziewczyna po woli podniosła głowę i spojrzała załzawionymi oczami na Nathan’a. Nagle Vanessa podniosła się i stanęła na przeciwko chłopaka.
- Czy ty wiesz przez co ja przechodziłam? Wpadałam w depresję przez Ciebie! Chciałam się zabić! Moje życie przestało istnieć bo ty postanowiłeś sobie umrzeć! Co weekend przychodziłam na twój grób! Przychodziłam, siedziałam i płakałam! Wspominałam chwilę spędzone razem! Chciałam cofnąć czas by jakoś uchronić cię przed tym wypadkiem! Kurwa …  - Vanessa krzyczała prosto w twarz te zdania Nathan’owi a ja po prostu stałem obok i przyglądałem się im. Miała rację i współczułem jej ale nadal nie wiedziałem dlaczego Nathan tak postąpił. Musiał mieć jakiś powód no bo kurwa bez przyczyny nie udaje się umarłego.
- … Kochałam Cię jak cholera! Chciałam z Tobą spędzić życie lecz to wszystko pękło! Zrównałeś moje życie z ziemia a kiedy ponowienie coś próbuje odbudować ty niespodziewanie się pojawiasz …
- Posłuchaj mnie Van … -
- NIE MÓW TAK NA MNIE! Zostaw mnie w spokoju. Dla mnie umarłeś. NIEŻYJESZ!- Vanessa po tych słowach wybiegła z mojego mieszkania. Rzuciłem tylko przepraszające spojrzenie Nathan’owi i ruszyłem ze dziewczyną.  Wybiegłem na korytarz i ujrzałem ja siedzącą pod ścianą z twarzą schowaną w dłoniach.
- Czemu mnie to spotyka? Czemu zawsze musi się coś zjebać kiedy zaczyna wszystko się układać? – Zapytała zanosząc się płaczem. Usiadłem sobie obok niej na zimnej podłodze i objąłem ja ramieniem.
- Zobaczysz, że w końcu wszystko będzie dobrze ale teraz trzeba stawić czoła przeszłości. – Mruknąłem opierając brodę o jej głowę.
- Nie potrafię Zayn.
- Potrafisz. Musimy wysłuchać go … - Vanessa podniosła po woli głowę i spojrzała w moje oczy. Ja w jej oczach zauważyłem strach. Bała się tak samo jak ja.
- Chodźmy. – Mruknęła i po woli podnieśli się z zimnej podłogi. Pchnąłem lekko drzwi mojego mieszkania a Vanessa od razu złapała za moja dłoń. Ścisnąłem ją mocno dając jej tym więcej pewności siebie. Kiedy weszliśmy razem z do salonu Nathan siedział znowu na parapecie.
- Przepraszam … Dajcie mi wytłumaczyć. - Nathan wstał z parapetu i znowu podszedł do naszej dwójki.  
- Okay. – Kiedy Vanessa odpowiedziała na ustach zawitał Nathan’a zawitał uśmiech.

Vanessa.

Siedziałam na kanapie obok Zayn’a a Nathan usiadł na fotelu po przedziwnej stronie.  Na początek był cicho tak jakby zbierał swoje myśli. Cały czas trzymałam dłoń Zayn’a. Przy nim czułam się znacznie pewniej. Gdyby Nathan zawitał w moim domu pewnie zaczęłabym krzyczę na cały Londyn.
- Wszystko zaczęło się od mojego brata i Lucasa. To oni mnie to wciągnęli i tak zaczęły się moje kłopoty:

Stałem przed szkołą czekając na Vanessę. Nagle mój brat razem z Lucas’em znaleźli się koło mnie.
- Siema brat! Co tam?
- Cześć. Czekam na Vanessę a co tam u was? – Zapytałem opierając się maskę o mojego niebieskiego Nissana. Zauważyłem , że mój brat jak i Lucas dziwnie się zachowują. Wyglądali jakby czegoś się obawiali i czuli, że ktoś ich obserwuje.
- Mamy do Ciebie sprawę. – Lucas praktycznie wyszeptał to zdanie. Zamrugałem dwukrotnie i zmarszczyłem swoje czoło.
- Musisz nam w czymś pomóc … - Tym razem odezwał się mój brat.
- W czym mogę wam pomóc? – Zapytałem śmiejąc się z jego chorobowych min lecz mój brat od razy posłał mi i karcące spojrzenie.
- Nathan spotkaj się z nami dzisiaj o 11:00 PM pod domem Lucasa. – Pokiwałem głową a chłopcy odeszli ode mnie. 

*

Wsiadłem do czarnego samochodu, który stał na podjeździe domu Lucasa. Od razu rzuciły mi się w oczy kominiarki na czubku głowy Lucasa i mojego brata.
- Co wam odjebało? – Zapytałem lekko przerażony tą sytuacją. Mój brat siedzący na tyle poddał mi kartkę na której napisane było coś czarnym tłustym drukiem. 

„ Witaj Nathan. Ty za pewne mnie nie znasz ale ja znam Ciebie. Podziękuje swojemu bratu, że cię w to wciągnął. A teraz przejdźmy do rzeczy. Twój brat zapożyczył się u mnie i by oszczędzić swoje marne życie sprzedał mi Ciebie. Mam nadzieję, że długo nie będziesz na niego zły gdyż mam dla Ciebie robotę. Za pewne zdajesz sobie pytanie o co kurwa chodzi? Powiem ci tylko tyle, że musisz wykonywać wszystkie moje zadania bo twoja piękna dziewczyna znajdzie się w MOICH ramionach. Nie próbuj uciekać bo nic ci to nie da. Zajdę cię wszędzie. Nawet na końcu świata. Od teraz jesteś mój i musisz się mnie słuchać bo najpierw bliskie ci osoby stracą życie a na końcu Ty.
Lucas razem z twoim bratem wytłumaczą ci co masz robić. Powodzenia życzę.
Marcus.”

Zmarszczyłem brwi i spojrzałem się wyczekująco na mojego brata. Kiedy ten to wszystko potwierdzi i dopowiedział , że musiał mnie sprzedać bo i tak Marcus zabił by mnie i cała naszą rodzinę.
Następnie opowiedzieli co mamy zrobić. Lucas wręczył mi kominiarkę i czarny pistolet. W tamtej chwili moje serce przestało bić a przed oczami pojawiał się Vanessa.

*

- Robiliśmy wszystko co kazał nam Marcus. Zabijaliśmy z zimną krwią każdego kogo nam zlecono zabić. Vanessa jak i moja rodzina dzięki temu była bezpieczna ale na początku grudnia wszystko zaczęło się sypać. Na początku mój brat się zbuntował przez co został nieźle pobity. Potem Lucas zaczął coś kombinować. Pogadałem z Marcus’em i miałem wykonać jedna akcję by być wolnym – Sprawdzić i wydać Lucasa i mojego brata. Marucus podejrzewał , że ta dwójka go oszukuje i miał rację. Lucas co miesiąc obrabiał go z dużej ilości kasy. Wydałem go no bo co miałem zrobić? Niestety Marcus nie wywiązał się z obietnicy. Powiedział , że już do końca życia będę dla niego pracować. Wkurzyłem się i wybiegłem z jego kryjówki. Właśnie wtedy była ta nieszczęsna impreza. Pojechałem na nią bo chciałem spędzić czas z moją dziewczyną. Kiedy poznałem cię wtedy z Zayn’em już wiedziałem , że macie się ku sobie a kiedy zobaczyłem was razem z łóżku oszalałem. Wybiegłem z domu i wsiadłem do swojego Nissana. Na linii mety stał jakiś czarny samochód. Stawił dużą ilość kasy więc wszedłem. Rozpoczął się wyścig ale nie wiedziałem , że ścigam się z Marcus’em. Kiedy zorientowałem się, że to on było za późno. Marcus uderzył mnie w tył samochodu przez co straciłem panowanie nad samochodem. Kiedy samochód stanął po koziołkowaniu. Szybko wypełznąłem ze środka. Odszedłem na bezpieczną odległość i wtedy samochód  eksplodował. Potem wszystko działo się tak szybko. Ty przybiegłaś, karetka przyjechała . Bałem się o swoje życie. W szpitalu zjawił się mój brat. Powiedział , że ma pomysł. Wszystko powiedzieliśmy policji a ta zajęła się wszystkim. Postanowili uznać mnie za zmarłego i przenieś mnie do Londynu.  Akcja się udała. Marcus myśli, że nie żyje a moi bliscy są bezpieczni … - Kiedy Nathan skończył swój monolog ja otarłam swoje załzawione policzki i nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.  Przecież nie wpadnę mu w ramiona i nie powiem, że go kocham bo tego nie jestem już do końca pewna.
- Wiem, że jesteście na mnie źli i w ogóle ale chcę byście dalej byli moimi przyjaciółmi. – Zayn na słowa Nathan’a szybko wstał i zamknął chłopaka w braterskim uścisku. Ja niestety nie mogłam tak zrobić to było dla mnie za dużo jak na jeden dzień.
- Um Zayn? Zawieziesz mnie do domu?- Zapytałam przerywając chłopkom. Zayn spojrzał się na mnie i skinął jedynie głową.
- Możemy porozmawiać z cztery oczy?- Zapytał Nathan kiedy szliśmy w trójkę do wyjścia.
- Nie mamy o czym rozmawiać.

Czytasz= Komentuj!


No i mamy następny rozdział. Boże wiem, że jest nudny ale no cóż jakoś nie mam weny. Szkoła zabiera mi cała energię :(. Pochyła czcionka to retrospekcja.  
Następny rozdział dodam w przyszłym tygodniu.

Ar. Mój Horan miał wczoraj urodziny. Boże jak ten czas szybko lecie. Pamiętacie ich jeszcze za czasów X-Factor? Takie młode gnojki z nich były a teraz …
Dobra nie będę się rozczulać bo za chwilę się popłacze. :-D


16 komentarzy:

  1. Jej *.* jest cudowny! Już nie mogę doczekać się kolejnego! ;* niby piszesz, że rozdział pod koniec tygodnia czy coś a ja i tak sprawdzam czy jest coś nowego! :* <3 xoxo ♡ ♥ ♡ @QeenCyrus

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekny rozdzial.
    Biedny nathan. To nie jego wina no ale nie dziwie sie vanessie ze ma problem w polapaniu sie w tym . I w przebaczeniu. Bo to trudna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  3. ekstra ! ;3 nie wiem jak go opisać, ale bardzo mi się podobał :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę odpisz! ;*



    Kiedy następny? xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział dodam jutro wieczorem. :)

      Usuń
  5. Proszę, a możesz dodać dziś?
    Mam dziś urodziny, a N I K T prócz mojej cioci nie pamięta o moich urodzinach. Ogólnie zjebany dzień :( chyba, że nie jesteś w stanie, to żaden problem :) Kocham Twój blog i życzę dalej takiej weny xo ily ♡ /Klaudia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego Najlepszego Skarbie. :* niestety nie dam rady niczego napisać. Nie jestem w staniem ale obiecuje że jutro dodam. :)

      Usuń
  6. Zrobiłabyś mały poradniik jak robiłas wygląd bloga? :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest już 22:48 a rozdziału nadal nie ma :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam ale dokładnie 15 min. temu wróciłam do domu. Już się biorę za pisanie rozdziału. Mogę go dodac późno w nocy ale na pewno go dodam. :)

      Usuń
  8. Proszę odpisz ile mamy jeszcze mniej więcej czekać?

    OdpowiedzUsuń